...reklama?...

MKS Kluczbork - Górnik Zabrze 0:1 (0:1) 12 września 2009

Wyjazd do Kluczborka w rundzie jesiennej sezonu 2009/2010 był najbliższym ligowym wypadem, jaki nas czekał. Nie dziwne, więc że zapotrzebowanie na bilety było dużo większe niż ustawowe kilka % pojemności stadionu. Fani Górnika od momentu rozpoczęcia sprzedaży w Kluczborku najeżdżali kasy tamtejszego MKS-u aż do całkowitego wyczerpania zapasów wejściówek. W sklepiku przy Roosevelta i na FC rozeszły się one w kilka godzin. W ostatniej chwili przed meczem doszło do sporego utrudnienia, ponieważ nie udało się załatwić autokarów w związku, z czym miał być to wyjazd w pełni samochodowy. Udało się na całe szczęście rozwiązać ten niewielki problem logistyczny, skombinować odpowiednią ilość aut i ok. 1000 żaboli dotarło tego dnia do Kluczborka. Trochę osób jechało również na własną rękę pociągami. W Knurowie biletów sprzedało się coś koło 35-ciu, trudna natomiast do oszacowania jest ilość osób z naszego miasta, które kupowały bilety w kasach MKS-u, ale można przyjąć, że również trochę takich było.
Kameralny obiekcik wypełniony był tego dnia po brzegi, wszak przyjechał wielki Górnik, na który spina się całe zaplecze ekstraklasy. MKS jest raczej ekipą nieznaną, ale moim zdaniem zaprezentowali się lepiej niż Flota, po której spodziewałem się 10 dni wcześniej trochę więcej. Jak na swoje możliwości prowadzili całkiem niezły doping, zaprezentowali sektorówkę w barwach z napisem „Support Your Local” oraz z namalowanymi postaciami z Clockwork Orange, których to mają też na jednej ze swoich flag. Do tego trans „Local Football Team” i potem kartoniadka. Jeśli chodzi o nas to spora ilość przypadkowych osób, dla których najważniejsze było stanie po wursta, nieco utrudniała darcie ryja, ale zwłaszcza w drugiej połowie wypadło to całkiem nieźle. Z elementów ultras; mała sektorówka z herbem Torcidy + szarfy w wiadomych kolorach. Na sektorze gospodarzy było widać sporo osób w barwach Górnika, do których nikt nie miał żadnych problemów ani tam ani też przed jak i po meczu na mieście. Ogólnie piknik, a do tego dano nam wursty i kucharz nie chciał zapłaty. Brawa należą się organizatorom z Kluczborka za sprawne napełnianie sektora i wypuszczanie z niego, nie stwarzanie problemów z biletami i wodę mineralną dostarczoną na nasz sektor, a także zapewnienie parkingu dla wszystkich zmotoryzowanych. Jedyny minus; upierdolony smarem płot, po którym Pani Jadwiga musiała oddawać rzeczy do pralni. Zaraz po meczu drajwer wciska gaz do dechy i w nieco ponad godzinę bez żadnych przygód meldujemy się w Knurowie.

Autor: Pani Jadwiga

 

...